Teksty na każdy temat (Reklama: precel moderowany ,nawigacja blaupunkt )

Zbrojni mruknął Elryk. Oto kiedy broń jednak czasem się przydaje... dodał ironicznie. W myślach przetrząsał pamięć w poszukiwaniu jakiegokolwiek zaklęcia, ale bezskutecznie. Zupełnie jakby wszystkie ścieżki jego umysłu prowadzące do wiedzy magicznej zatrzaśnięto przed nim na głucho. Rycerze byli zakapturzeni. Sylwetki skrywały ciężkie, obszerne płaszcze, głowy chroniły hełmy z metalu i skóry. Elrykowi zdało się, że spod tych hełmów patrzą na niego zimne i harde oczy o wytatuowanych powiekach. Poznał członków Gildii Zabójców z Quarzhasaat. Wycofujący się Czarownicy musieli zostawić ich tutaj, uwięzionych. Było oczywiste, że nie szykowali się do rozmów z dwójką podróżników, a jedynie do zaatakowania ich w ulubiony przez siebie sposób. Było jednak w nich coś dziwnego. Brakowało im płynności ruchów, a gdy podeszli bliżej, Elryk zauważył, że poprzez ich oczy widać było niemal wnętrze czaszki. To nie byli zwykli śmiertelnicy. Spotkał już kiedyś takich ludzi w Imrryr. Było to przy jednej z tych rzadkich okazji, gdy Sadric zabrał go ze sobą i pokazał starą arenę okoloną wysokim murem, za którym więziono Melnibonéańczyków, ofiary swej własnej magii.

(Reklama: tłumaczenia symultaniczne )